Więcej informacji - kategoria Wiadomości region tarnowski

Nasze winniczki zjedzą Francuzi i turyści

Nasz region, zwłaszcza Pogórze,obfituje w ślimaki winniczki. Właśnie trwa ich zbiór z naturalnych siedlisk. Potrwa jeszcze do końca maja. Trafią na francuskie stoły, zwłaszcza te w renomowanych restauracjach. Zamawiać je będą przede wszystkim Francuzi, od lat uznający je za przysmak, ale i turyści z całego świata, którzy winniczki traktują jak nieodłączny atrybut nadsekwańskiej kuchni.

Po raz pierwszy miałem okazję skosztować winniczków w pewnej restauracji na Champs Elysees w Paryżu. Był 1977 rok, pojechałem tam jako tłumacz na międzynarodowe zawody w piłce ręcznej, na które zaproszono ówczesnego mistrza Polski juniorów, piłkarzy ręcznych z Pałacu Młodzieży w Tarnowie.

Ówczesny dyrektor Pałacu, Józef Skubaja, miał tam dobrego znajomego, pana Cegłę, pochodzącego z Tarnowa,a od lat mieszkającego w Paryżu, w dzielnicy Montmartre.” Cegla, artiste- peintre ” – Cegła,artysta-malarz- taką wizytówką posługiwał się były tarnowianin. Znał osobiście Picassa i wielu innych bywalców knajp na Montmartre. To on zaprosił nas na Pola Elizejskie, do niewielkiej knajpki, serwującej przede wszystkim ślimaki.

Ich smak był zachwycający. Zapytałem Mistrza,czy mógłbym zejść do kuchni i osobiście podziękować kucharzowi, a przy okazji poprosić o przepis. Powiedział, że byłoby to mile widziane.

– Alors, vous-etes de Tarnow?- pan z Tarnowa? To na południu Polski. Stamtąd otrzymujemy największą ilość winniczków. Niewykluczone – powiedział mistrz kuchni – że jadł pan u nas ślimaki spod Tarnowa właśnie. To miłe, że mnie tu pan odwiedził. Pracuję już kilkanaście lat, ale jeszcze nikt nie przyszedł tu, żeby podziękować za danie…

Po powrocie do Tarnowa odczekałem kilka miesięcy na początek sezonu na winniczki, który trwa u nas od 20 kwietnia do końca maja. Od tamtego czasu przyrządzam je co rok tak jak wtedy w Paryżu- w maśle czosnkowym, posypane w kokilkach startym żółtym serem i zapiekane. Na ich przyrządzenie trzeba poświęcić cały dzień, od rana do późnego popołudnia, bo procesów technologicznych nie da się przyspieszyć. W wielkim skrócie: najpierw płukanie pod strumieniem wody, potem godzina w wodzie z octem , ponowne płukanie, gotowanie wstępne (1 godzina), gotowanie właściwe, w jarzynach z dodatkiem białego wytrawnego wina przez 4 godziny, wyciąganie z kokilek, mycie i prażenie tychże, odcinanie kiszeczek, ponowne płukanie samych ślimaków, wkładanie każdego do kokilki, przyrządzanie masła z roztartym czosnkiem, na to starty ser, zapiekanie- i na stół.

Bywało, że proszono mnie o przyrządzanie tego specjału, który, nawiasem,UE uznała niedawno za… rybę! Zadzwonił do mnie z taką prośbą ówczesny szef Zawodowej Straży Pożarnej płk. Aleksander Mamak, legenda tarnowskiego pożarnictwa.

– Szefciu, będę miał gościa, pułkownika z Warszawy. Lubi nowości kuchenne. Zrobię mu niespodziankę, jak mi przyrządzisz te twoje winniczki.

Trudno było odmówić, tym bardziej, że pułkownik mówił do mnie „zięciu”, od kiedy postanowił przeznaczyć mi za żonę swoją 13-letnią wtedy córkę. ”Jak tylko dorośnie”. Ale jak dorosła, rozeszło się wszystko po kościach.

Pułkownik z Warszawy był ta osobą, która zawiozła do stolicy przepis na winniczki z restauracji na Polach Elizejskich w Paryżu… I to była chyba najbardziej osobliwa wymiana kulturowa: ślimaki spod Tarnowa najpierw do Paryża, stąd do Tarnowa, a potem do Warszawy…

tekst i fot.  Zygmunt Szych

Reklamy i banery wyborcze na portalu Tarnów.in - tel. 509 - 105 -880, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najczęściej czytane

Wróć do góry