Więcej informacji - kategoria Wiadomości region tarnowski

Opowieści niesamowite. Ciche, upiorne poddasze

Zdjęcie ilustracyjne: pixabay.com

Kiedy państwo B. kupili niewielki drewniany domek w okolicach Machowej, nie posiadali się ze szczęścia. Były właściciel, po kilkunastu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych wybudował daleko stąd okazałą willę i z zadowoleniem pozbył się starego domu za niewielkie pieniądze. B. nie zwrócili uwagi na jego cokolwiek tajemniczą minę, kiedy doszło do transakcji. Gdyby zauważyli pewien rodzaj niepokoju w jego oczach, pewnie próbowaliby wyjaśnić zagadkę…

Wprowadzili się tu dopiero po miesiącu. Czas ten poświęcili na gruntowne przygotowanie domostwa do stałego tu zamieszkania. W saloniku zbudowali kominek, doprowadzili do ładu mocno zaniedbaną łazienkę, zaprowadzili centralne ogrzewanie i kupili stare , stylowe meble, przydające specyficznej atmosfery wnętrzu. W oknach zamontowali drewniane okiennice, chroniące mieszkanie w czasie letnich upałów. W kącie stanął duży zegar ścienny, wybijający godziny, półgodziny i kwadranse. Kupili to cudo, z którego byli dumni, w jednym z krakowskich antykwariatów.

Jedynie poddasze zostawili nietknięte, być może także z tego powodu, że gruntowny remont zbyt wiele ich kosztował. Postanowili, że to miejsce, na razie zupełnie im niepotrzebne, wyremontują dopiero za rok. Na razie tolerowali tam jakieś szpargały i graty po byłym właścicielu. Nie mając wyraźnej potrzeby zaglądania na stryszek, pozostawili go własnemu losowi. Nie zdawali sobie wtedy sprawy, bo i skąd, że to ciche, spokojne poddasze stanie się powodem pospiesznej przeprowadzki, ostatecznego opuszczenia starego domu i powrotu do mieszkania w mieście, w blokach.

Minął niespełna miesiąc od ich wprowadzenia się do domku pod bukowym lasem, kiedy doświadczyli tu po raz pierwszy niemiłego zdarzenia.

Pewnego późnego wieczora, w środku lata, przy ciepłej, bezwietrznej pogodzie, kiedy zażywali odpoczynku, siedząc wygodnie w wiklinowych fotelach nagle, bez żadnej racjonalnej przyczyny otwarły się z hukiem wrota od stodoły. Jakby jakaś niewidoczna siła wypchnęła je na zewnątrz. Kiedy podnieśli się z foteli i pobiegli w tamtym kierunku, by je zamknąć, wrota znienacka zatrzasnęły się same, bez niczyjej pomocy.

O zjawisku tym powiadomili nazajutrz dopiero co poznanych sąsiadów, prowadzących niewielkie gospodarstwo raptem dwa kilometry od ich samotnego domu na zupełnym pustkowiu. Sąsiedzi- tego już nie dało się nie zauważyć- popatrzyli na nich ze strachem w oczach, ale nie komentowali niezwykłego zjawiska. Powiedzieli jedynie, że w tym samym czasie gdy wrota otwarły się gwałtownie, ich pies zawył, podkulił ogon i ze zjeżoną sierścią schował się w budzie. Wył w niej tak niemiłosiernie, że musieli na noc zabrać go do domu.

B. byli zdumieni takim zachowaniem psa, bo przecież Skrobek (tak miało psisko na imię) był potężnie zbudowanym ,odważnym buldogiem i, jak opowiadali im sąsiedzi, niejeden już raz wykazywał się czujnością, ratując gospodarzy przed złodziejami.

Ale to samoczynne, przy najzupełniej bezwietrznej pogodzie otwieranie się wrót stodoły powtórzyło się jeszcze parokrotnie, i to w sposób tak gwałtowny, że zdawało się iż wylecą z zawiasów. Zawsze wtedy pies wył, podkulał ogon i chował w ciemnej czeluści obszernej budy. Nie wychodził z niej aż do rana.

Rychło okazało się, że te nieszczęsne wrota to nie jedyny powód do zmartwień, jakie mieli dopiero przed sobą.

Pewnej nocy zbudził ich niesamowity hałas na poddaszu. Słyszeli, jak turlają się po podłodze graty byłego właściciela: połamane krzesła, jakieś wystrugane w lipowym drewnie naczynia do karmienia drobiu, zgadywali po okropnym hałasie, że otwierają się i na powrót zamykają szuflady starego biurka jakie im zostawił na poddaszu dawny właściciel.

B. był początkowo zdania, że być może jakimś cudem zakradł się tu nocą kot z sąsiedztwa i poluje na myszy, które zamieszkiwały poddasze. Po drewnianych, skrzypiących schodach wybrał się na górę z latarką. To, co zobaczył absolutnie wykluczało możliwość, by takiego bałaganu mogło narobić niewielkie przecież zwierzę. Porozbijane drewniane krzesła, połamane szuflady, przewrócony stolik nocny, jakby rzucił nim ktoś w ataku szału o ścianę…

Kiedy nazajutrz przy świetle poranka B . zaprowadził na poddasze żonę, zobaczył ze zdumieniem, że wszystko jest w należytym porządku. Ani śladu po potwornym, nocnym bałaganie.

Opowiedzieli o wszystkim sąsiadom, z którymi byli już dobrze zaprzyjaźnieni.

– Powinniście poznać prawdę. To poddasze… Już nigdy nie zaznacie tu spokoju. Najpierw otworzą się wrota z przeraźliwym hukiem. To będzie początek. Potem, w nocy ,będzie się działo to czego doświadczyliście na tym spokojnym za dnia poddaszu. Nie wychodźcie tam nocą, bo popadniecie w obłęd. Zobaczycie to samo, co widział nie jeden raz poprzedni właściciel. Chciał pozbyć się chałupy, więc o niczym wam nie powiedział. Po pewnym czasie budzić was będzie nie tylko hałas rozrzucanych przedmiotów, ale i chichot tak przeraźliwy, że w najczarniejszą noc będziecie uciekać do nas. Tak było z Witoldem, kiedy tu jeszcze mieszkał.

Tę noc spędzili u sąsiadów, a nazajutrz wrócili do chałupy. Wydrapali się, mimo ostrzeżeń, na poddasze. Wszystko było w idealnym porządku, wydawało im się jedynie, że słyszą jak ktoś dyszy w mrocznym kącie, gdzie stał nocny stolik.

Zamówili bagażówkę, zabrali stary zegar, wszystkie pozostałe meble zostawili na miejscu i z ulgą opuścili miejsce, które z taką radością kupowali przed rokiem.

Dziś nikt tam nie mieszka i chałupa niszczeje powoli. Miejscowi nie zapuszczają się w te strony, zresztą nie ma po co, bo na tym pustkowiu poza tym drewnianym domkiem z upiornym poddaszem nie ma nic ciekawego, a zaraz za lasem zaczynają się bagna…

Zygmunt Szych

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wróć do góry
Advertisment ad adsense adlogger