Więcej informacji kategoria Magazyn Tarnow.in

Opowieści niesamowite. Cień Starego Grabarza

Każdy go znał z widzenia, ale nikt nie wiedział albo nie pamiętał, jak się nazywał. Nie miał nawet imienia. Tu, w Słaboszowie, na niewielkim cmentarzu parafialnym mówiono o nim po prostu tak: Stary Grabarz.


Ten człowiek niemal się nie starzał. I widywano go wyłącznie na cmentarzu. Tu, zaraz za murem, sklecił sobie niewielki, dwupokojowy domek z bali i desek, w którym pomieszkiwał. Był samotnikiem. Nie miał żadnej rodziny. Nikogo. Stąd, z tego domku miał wszędzie niedaleko.

Właściwie to on nie umarł. Po prostu pewnego dnia przyjechałem tu z daleka na Wszystkich Świętych i zauważyłem, że posługą zajmuje się już ktoś inny. I było tak, jakby Stary Grabarz wyszedł gdzieś na chwilę. I zaraz wróci – opowiada pan Mucha, który raz do roku przyjeżdża w rodzinne strony z Olkusza.

Cmentarzyk w Słaboszowie to osobliwe miejsce. Przecięty jest na pół wąską drogą, którą miejscowi przeprowadzali na wypas krowy na tutejszą połoninę.

Tą dróżką wracamy często od znajomych z drugiego końca wsi, bo tak mamy bliżej. Nasz cmentarzyk każdy zna, każdy kąt jest tu oswojony, więc nikt się niczego nie boi. Bo i czego się tu bać?

Ale kiedyś, późnym wieczorem, dawno po zapadnięciu zmroku, choć przy świetle księżyca dwie osoby: Antonkiewicz i Górski, kiedy wracali z kart od znajomych tą właśnie dróżką, zobaczyli coś, co spowodowało, że nigdy już ich noga tu po nocy nie stanęła.

 

Czytaj w listopadowym numerze  miesięcznika Tarnów.in do kupienia tu.

jeden

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wróć do góry
Advertisment ad adsense adlogger