Więcej informacji kategoria Magazyn Tarnow.in

Opowieści niesamowite. Nocny wisielec

Był pogodny wrzesień i wiał ciepły halny wiatr. Pełnia księżyca. Przez gęsto rosnące przy szkółce leśnej w leśnictwie Skrzyszów ledwo przenikały jego promienie. Idealna pogoda dla wilkołaków i samobójców.

Tuż po północy rozszczekały się psy pilnujące szkółki przed złodziejami. Najwyraźniej wyczuły człowieka. Wszedł miedzy stare dęby, jakimś cudem zdołał wyspinać się do pierwszych konarów. Długi szal przywiązał do grubej gałęzi, a jego koniec zacisnął na szyi i osunął się gwałtownie w dół.

Nie wiadomo, jak długo tak wisiał. Może kilka dni, może tydzień. W te strony, poza grzybiarzami, nikt się nie zapuszcza. Na wisielca trafił jeden z grzybiarzy z Tarnowa, znający doskonale to miejsce jako obfitujące w borowiki. Ciało wisielca wydawało charakterystyczny zapach. Jeden z leśników wyznał potem, że sądził iż smród pochodzi od dzika, który padł gdzieś w pobliżu.

To był już drugi taki przypadek w tej okolicy. Pierwszy miał miejsce niedaleko stąd, także przy wiejącym halnym i w czasie pełni księżyca. Tamten wisiał na gałęzi buku, oplątany długim szalem. Podobno wisiał tak od kilku dni.

Ale kiedy ruszono po pomoc i ta nadeszła, wisielec zniknął . Na drzewie, jako jedyny ślad po tragedii pozostał ten długi szal. Na nic zdały się poszukiwania w okolicy.

Dopiero kiedy nadeszła późna jesień, człowiek który trafił na wisielca twierdził że widział samobójcę. Na widok ludzi oddalał się w pośpiechu i znikał znienacka na Bagnisku, zwanym cegielnią, bo kiedyś pobierano stąd glinę wypalania cegieł. Cegielnia należała przed wojną do książąt Sanguszków.

Podobno człowiek z bagniska wymościł tu sobie niewielkie posłanie z chrustu i gliny. Pojawiał się tu już późną nocą, dnie spędzając na tułaczce pod nieodstępnych i nigdy przez ludzi nie odwiedzanych mokradłach. Widywało go co najmniej kilkunastu świadków. Nosił długą, siwą brodę i szary, do kostek sięgający płaszcz. Nigdy nie dawał się podejść bliżej jak na odległość kilkudziesięciu kroków. Pod bukiem, gdzie się powiesił, napotykano na ślady po jego obozowisku. W palenisku znajdowano ślady po upolowanym bażancie, kurach wykradzionych z pobliskiego gospodarstwach, grzybach. Żył jak pustelnik, stroniąc od ludzi i cywilizacji.

Po roku takie żywota, wczesną wiosną powiesił się znowu. Na tym samym buku. Tym razem udało się zdjąć jego ciało. Okazało się, że w górnej szczęce wystawały my dwa potężne kły. Dlatego nazwano go wilkołakiem.

Ludzie z tych stron wspominają, że jakiś czas po jego drugiej śmierci słyszano przejmujące wycie, zawsze przy pełni księżyca, kiedy na dobre rozszalała się noc. Początkowo przypisywano to wałęsającym się po okolicy bezpańskim psom, aż do momentu kiedy ktoś, wracający saniami do domu wieczorową porą zobaczył wysokiej postury człowieka, omotanego długim szalem. Biegł truchtem, jak zgoniony pies, zatrzymywał się na chwilę i wył do księżyca. Przypadkowy wędrowiec przysięgał, że był to człowiek, nie pies…

Zygmunt Szych

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wróć do góry
Advertisment ad adsense adlogger