Więcej informacji kategoria Magazyn Tarnow.in

Opowieści niesamowite. Przyszłam po ciebie, Stawczyku

Kobyli Las, rozległy przysiółek gdzie diabeł mówi dobranoc . Będzie ze dwadzieścia lat jak na starym dębie przy leśnym dukcie powiesiła się niejaka Kobylonka. Ludzie powiadali, że to z domowej samotności, bo mieszkała samiuteńka, z myszami i kotem, w starej, drewnianej chałupince przy zagajniku na krańcu wioski.

Wymyśliła sobie ciekawy sposób na życie: od rana do wieczora odwiedzała bliskich i dalszych sąsiadów. Tu ją poczęstowali śniadaniem, tam znowu obiadem. Dostawała także coś do domu. Faskę masła, ser, ziemniaki, trochę jarzyn. Nie za darmo, bo tak jak mogła odpracowywała te dary, które pozwalały jej utrzymać się przy życiu. To komuś wyplewiła chwasty w ogródku, pomagała przy żniwach, jesienią przy ziemniakach. Lubili ją, bo przynosiła wieści z jednego krańca rozległego przysiółka na drugi: temu się ocieliła krowa, tamten ma źróbka na sprzedaż, a Biergierowa wydaje córkę za mąż za dwie soboty.

Ostatnio raz widzieli ją jak szła przez las z taboretem w ręku, obwiązana szalikiem. Normalnego człowieka zdziwiłoby, co robi kobieta z taboretem w lesie i w szaliku, skoro upał. Ale w Kobylim Lesie sądzono, że pewnie wybrała się do kogoś „do krów”, bo do takiej roboty, przy wypasie bydła też się wy najmowała.

Następnego dnia znaleziono ją martwą. Taboret leżał przewrócony w rowie melioracyjnym.

Całkiem niedawno umarł tu nagle S., , jeden z najstarszych gospodarzy. Zdążył jeszcze sąsiadom opowiedzieć historię, jak mu się przytrafiła w nocy w jego domu. Następnego dnia już nie żył. W Kobylim Lesie wszyscy się znają i panuje tu taki zwyczaj, że drzwi nie zamyka się na noc na klucz.

– Położyłem się spać – opowiadał z przejęciem S. – i pewnym momencie czuję, że ktoś stoi nade mną. Wstałem, chciałem zapalić światło, ale elektryczności akurat tej nocy nie było. Zawsze wyłączają, jak idzie burza.

Wstał, i zobaczył przed sobą, nad łóżkiem kobiecą postać w długiej czarnej opończy. Twarz przykrytą miała kapturem.

– Kim pani jest i co robi w moim domu o tej porze – wykrzyknął struchlały.

Kobieta wykonała jakiś dziwny gest ręką. Powiedziała, a raczej wychrypiała te oto słowa:

– A przyszłam po ciebie, Stawczyku ( tak zdrobniale go nazywali).Chodźże stąd ze mną. Już pora…

Odwróciła się i wyszła w ciemność. S. nie mógł opanować strachu. Wybiegł z domu i przez pole, na skróty uciekł do sąsiadów, gdzie im całe zajście opowiedział. Modlił się długo w miejscowym kościółku o zmiłowanie dla swej duszy. Następnego dnia już nie żył. Nie zdążył pojechać do kardiologa. Serce nie wytrzymało, do końca była tak roztrzęsiony, że nie mógł utrzymać szklanki z herbatą. Snu też nie zaznał.

Do dziś utrzymuje się tu wersja, że zjawa w czarnej opończy to była Kobylonka.

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Baner
Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Baner
Wróć do góry
Advertisment ad adsense adlogger