co słychać

Opowieści niesamowite. Staruszka w pustym lesie

Fot. ilustracyjne pixabay

Pani Eugenia opuściła biuro punktualnie o trzeciej po południu. Dzień był upalny i parny, w pracy doszło niespodziewanie do nieprzyjemnego zgrzytu, kiedy dyrektor wezwał ją niespodziewanie do swojego gabinetu i czynił wyrzuty, że źle wypełniła kilka ważnych formularzy, co w konsekwencji mogłoby doprowadzić firmę do niepożądanych kłopotów.

Poczuła ulgę, gdy wybiła trzecia i zapragnęła wobec takich okoliczności odpocząć w pobliskim lesie, choć musiała nieco nadłożyć drogi, by się w nim znaleźć.

Las, położony na skraju Sudetów w pobliżu niewielkiego miasteczka Głubczyce nosi ciepłą nazwę „Marysieńka”, od imienia ukochanej żony króla Jana III Sobieskiego, która miała w tych stronach odpoczywać po trudach podróży z Francji do Polski. We współczesnych czasach słynie z nieprzebranej ilości dorodnych borowików, przyciągających w weekendy grzybiarzy z pobliskiego miasteczka.

Ale to był powszedni dzień, czwartek, i pani Eugenia z ulgą stwierdziła, że las jest zupełnie pusty i wolny od nawoływań zbieraczy leśnego runa. Zeszła z głównego duktu na malowniczą ścieżkę, prowadzącą do kamieniołomów nad niewielkim stawikiem. Miejsce to, ciche i spokojne było mocno ocienione wysokimi jodłami, których korony niemal stykały się ze sobą, wpuszczając na ścieżkę jedynie niewielkie smugi światła. Mimo popołudniowej pory było tu mroczno i nieco posępnie…

Brnąc prosto przed siebie pani Eugenia rozpamiętywała biurową kłótnię z szefem gdy nagle z głębokiego zamyślenia wyrwał ją nagły trzask gałęzi pod czyimiś stopami. Przystanęła, zdumiona i nieco wystraszona, bo w powszedni dzień i o tak nietypowej porze raczej nie spodziewała się tu nikogo.

Tymczasem z naprzeciwka wyłoniła się idąca wprost na nią dziwna postać. Była to wyraźnie starsza wiekiem kobieta, okutana, mimo gorącego, parnego dnia w długi do kostek brunatny płaszcz. Twarz miała niemal czarną, jakby przed chwilą pomazała ją błotem, którego tu nie brakowało. W najwyższe zdumienie wprawiło ją to, że staruszka prowadziła przed sobą głęboki wózek dziecięcy, jakim wozi się niemowlęta.

Nieznajoma przystanęła na chwilę, zmierzyła kobietę od stóp do głów dzikim wzrokiem, choć pani Eugenii wydało się, że była osobą miłą i sympatyczną. Staruszka zapytała przymilnie, czy mogłaby zostać odprowadzona na skraj lasu, bo jest tu sama z z tym maleństwem w wózku i prawdopodobnie pomyliła ścieżki.

Pani Eugenia ochoczo przystała na wyświadczenie takiej przysługi, tym bardziej, że sam zamierzała już opuścić las. Wobec niezwykłych okoliczności w jakich doszło do niecodziennego spotkania zapomniała zapytać staruszki skąd to dziecko i jak znalazła się z nim w głębi lasu, z dala od ludzkich siedzib. Kobieta z wózkiem sama z siebie nie zamierzała jednak niczego jej wyjaśniać.

Gdy znalazły się na niewielkiej polance ozdobionej rozłożystym dębem, staruszka niespodziewanie zmieniła zachowanie. Stała się nieprzyjemna w nerwowych gestach, widać było, że nie panuje nad swoim zachowaniem. Zaczęła nawet ubliżać bogu ducha winnej nieznajomej, którą prosiła przecież o odprowadzenie na skraj lasu. Wykrzykiwała coś niezrozumiałego, wykrzywiając przy tym ze złości i gniewu usta. W jej oczach malował się gniew i pani Eugenia rozglądała się za kimś kto mógłby ją wybawić z nieprzyjemnej sytuacji. Ale las był zupełnie pusty o tej porze…

W pewnym momencie staruszka wyciągnęła z wózka jakieś zawiniątko i zaczęła krzyczeć, że nie odda nikomu swojego dziecka. Mogła być dobrze po osiemdziesiątce, i pani Eugenii wyrwało się niespodzianie pytanie: ”jak to, to pani dziecko?”.

– A moje, żebyś wiedziała, że moje! I już nikomu go nie oddam, słyszysz? Nikomu! Nawet tobie, ty , ty… zatracona jędzo, macocho parszywa!

Z najwyższym przerażeniem pani Eugenia zauważyła, że kobieta trzyma w starczych dłoniach nie żywe dziecko lecz lalkę. Lalkę, która miała wydłubane oczy…

Kobieta uspokoiła się znienacka, wrzuciła zawiniątko w głąb wózka i odjechała pospiesznie, niemal galopem, i wkrótce zniknęła jej z oczu. Pani Eugenia, mimo dziwnego lęku wobec niesamowitych zdarzeń była w najwyższym stopniu zdumiona jak kobieta w takim wieku może pędzić przed siebie, ciągnąc wózek przed sobą- z taką prędkością.

Oczywiście, nikt w miasteczku nie uwierzył w jej opowieść. Ale kiedy kilka innych osób, samotnie przechadzających się po tych samych miejscach doświadczyło takich spotkań, ludzie stąd trwożliwie omijali drogę do kamieniołomów. Nikomu nie udało się nigdy rozwikłać niezwykłej zagadki starej kobiety z lalką z wydłubanymi oczami…

Zygmunt Szych

Reklamy i banery wyborcze na portalu Tarnów.in - tel. 509 - 105 -880, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najczęściej czytane

Wróć do góry