co słychać

Przyroda. Roztropność sroki

Fot. ilustracyjne pixabay

Wielką zaletą ptaków dziko żyjących w przeciwieństwie do innych dzikich zwierząt jest to,że można je obserwować wszędzie i zawsze. Niekoniecznie zatem trzeba wyjeżdżać gdzieś daleko poza miasto. No, chyba że „polujemy” na jakieś rzadkie okazy jak czaple białe czy kormorany czarne.

Ale sroki? Od kiedy na dobre zamieszkały na moim osiedlu przepędzając stąd sójki i spędzają noce na drzewach owocowych w zdziczałym sadzie jabłoniowym, można je tu spotkać przez cały dzień i nie wychodząc z domu,obserwować ich obyczaje.

Ma jedną taką, zaprzyjaźnioną od pewnego czasu. Pojawia się na balkonie regularnie o godzinie trzynastej, od kiedy zauważyła że to pora o której zostawiam dla ptaków jakieś mięsne tłustości, odpadki z kurczaka. Wykładam je ot tak, bez zbędnych ceregieli, wprost na balkonową podłogę. I nie trzeba na nią długo czekać. Przyfruwa stamtąd właśnie, z tego sadu. Ale jest roztropna. Choć doskonale wie, że nic jej na tym balkonie nie zagraża, woli zachować ptasią czujność. Wygląda to czasami dość komicznie.

Najpierw przysiada na czubku pobliskiej brzozy, skąd obserwuje rozwój wypadków. To znaczy rozgląda się z uwagą czy balkon jest dla nie bezpieczny i czy nie ma na nim nikogo. Ale też przezornie kręcąc łebkiem we wszystkie strony obserwuje zachowania innych ptaków. A nuż i one wiedza o tych kąskach i chętnie skorzystałyby z darmowej stołówki?

Kiedy uzna że wszystko w porządku, wykonuje kolejny ruch w kierunku stołówki. Tym razem przysiada na balustradzie i cały ceremoniał obserwowania balkonu i najbliższej okolicy powtarza się. Z balustrady sfruwa teraz na podłogę, ale to jeszcze nie pora by dobrać się do jedzenia, które wyraźnie jej smakuje, bo objada się nim łapczywie. Tu, na podłodze po raz kolejny dokonuje obserwacji i wreszcie w kilku susach znajduje się przy obiedzie. Porywa kęs, siada z nim ponownie na balustradzie, potem na drzewie i tam połyka zdobycz.

Niedawno pojawiła się jak zwykle o tej samej porze wyraźnie już jednak najedzona, być może na pobliskiej łące udało jej się złapać jakąś mysz. Nie kwapiła się zatem na balkon,ale najwyraźniej wrodzona łapczywość i chęć najedzenia się „na zapas” wzięły górę, bo powoli, z rozmysłem skorzystała z odpadków z kurczaka .Poleciała z nimi w głąb sadu.

Musiała być bardzo nieszczęśliwa, kiedy przed paroma dniami w ślad za nią pojawiło się jeszcze pięć innych srok. Pewnie zaintrygowało je, gdzież to ich znajoma wybiera się tak regularnie co dnia. Ale do bójki o jedzenie nie doszło: nowi goście uznali, że to jej należy się pierwszeństwo i czekały cierpliwie, aż pierwsza sięgnie po zdobycz, co skwapliwie uczyniła. Ale teraz ta „moja” sroka będzie miała już konkurencję…

Zygmunt Szych

Reklamy i banery wyborcze na portalu Tarnów.in - tel. 509 - 105 -880, kontakt@tarnow.in

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najczęściej czytane

Wróć do góry