Więcej informacji kategoria Ludzie, opinie, cytaty

Szachowanie Szychem. Sobotnie zderzenie kultur

Uprzejmie informuję odnośne władze: administracyjne, samorządowe, kościelne i partyjne, że w sobotę, dnia 5 sierpnia 2017 około godziny 14.30 przed kościołem pod wezwaniem Chrystusa Dobrego Pasterza w Tarnowie byłem świadkiem zderzenia kultur.

Ten błahy z pozoru incydent, któremu przyglądałem się z bliska z rosnącym zainteresowaniem może mieć wkrótce brzemienne dla naszej obyczajowości skutki. O co idzie?

O bramy.

Kilkanaście miesięcy temu poświęciłem tak zwanym bramom weselnym krótki tekst. Byłem oto świadkiem, jak sznur samochodów z weselnymi gośćmi, odjeżdżający po ceremonii ślubnej spod kościoła, zatrzymywany jest przy pomocy sznurka, jakiego niegdyś brakowało do snopowiązałek, a trzymający ten sznurek chłopi domagają się , a raczej liczą- na pieniądze. Kiedy dostaną parę groszy (najczęściej to moneta 5 złotowa, ale bywa i papierowa dycha) życzą gościom miłej zabawy. Gdy jakiś kierowca zlekceważy żebraków, rzucają za nim niewybredne przekleństwa. Połowicznie zadowoleni są, gdy w zamian za „usługę” dostaną dar w naturze, w postaci pół litra czystej. Na kawałek weselnego placka reagują ironicznym śmiechem.

Tak było również owej soboty, jaką tu wspominam. I nie byłoby w tym dzikim obyczaju nic specjalnego, gdyby nie to, że znienacka pojawiła się tu jeszcze jedna brama weselna.

Tworzyło ją eleganckie towarzystwo kilkorga młodych ludzi, odświętnie, z wyszukaną elegancją ubranych. Przed nadjeżdżającym z parą młodą samochodem rozpostarli kolorową , błyszczącą w słońcu wstęgę . Dwie osoby trzymały w rękach sporych rozmiarów plakat, pozdrawiający weselników w imieniu jednej z tarnowskich szkół tańca. Okazało się bowiem, że panna młoda to szefowa takiej szkoły , a niebanalną bramę stworzyli uczestnicy kursu.

Ci ze sznurkiem od snopowiązałki, odziani w jakieś sobotnie łachmany przyglądali się zjawisku z niechęcią, ale i pewną dozą zaciekawienia. A było na co popatrzeć: panna młoda w szałowej sukni wysiadła z pojazdu i… zaprosiła do tańca- kilkunastu krótkich „pas” na przykościelnym asfalcie- jednego z uczestników happeningu. Z przyjemnością zauważyłem, że był doskonałym tancerzem. Pewnie kurs tańca w tej szkole miał już za sobą, kto wie- może był na nim nawet prymusem?

Zrobiło się na kilka chwil elegancko i wytwornie. Posypały się oklaski od gapiów, w tym i te ode mnie…

Ci przywiązani sznurkiem do snopowiązałki wstrzymali swe nędzne zajęcie. Niestety, po pewnym czasie do niego wrócili, ale już sam fakt, że oglądane przeze mnie widowisko miało tu miejsce, napełniło mnie optymizmem.

Bo być może w ślad za tą pierwszą jaskółką pojawią się i inne, a wtedy niegdyś piękny obyczaj witania młodej pary, mający charakter ulicznego teatrzyku, nabierze nowego kształtu. A sznurka do snopowiązałki, jak to bywało za komuny- zabraknie.

Oby na zawsze…

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Baner
Wróć do góry