Więcej informacji kategoria Ludzie, opinie, cytaty

Szachowanie Szychem. Zasypianie gruszek w popiele

Uprzejmie donoszę, że w Tarnowie trwa w najlepsze zasypianie gruszek w popiele. Zajęcie to jest bardzo proste: wystarczy kupić kilogram gruszek o wdzięcznej nazwie „konferencja(?) i je zasypiać.

Być może ta prosta przenośnia nie dla wszystkich będzie czytelna, dlatego spieszę poinformować, że tak zwani politycy tarnowscy jakby zapomnieli, że jesienią wybory samorządowe i czas najwyższy na jakieś przymiarki do nich. A w Tarnowie: głucho wszędzie, ciemno wszędzie, co to będzie, co to będzie?

Oczywiście pod koniec tegorocznego lata ruszą w mieście rozmaite drobne inwestycje, takie jak kładzenie asfaltu po raz en-ty tam gdzie został zrujnowany, a może nawet któryś z kandydatów ogłosi czego tarnowianom potrzeba przede wszystkim. I doda, że on to zrobi jak go wybierzemy.

Tym czasem takie „cele” to zwyczajne bajdurzenie. Tarnowowi potrzeba nie doraźnego naprawiania nawierzchni, bo to się rozumie samo przez się. Potrzeba mu prezydenta- wizjonera. Czyli takiego człowieka, który po 5 letniej kadencji powie swoim wyborcom: zastałem Tarnów drewniany, ale zostawiam murowany.

Prezydent wizjoner to coś więcej niż zwykły, choć obdarzony dużą władzą urzędnik, wiedzący jak doprowadzić miasto do sukcesu, zmieniając jego oblicze.

W ankiecie na najlepszego prezydenta miasta ogłaszanej od kilku lat przez „Neewsweek” próżno by szukać tarnowskiego włodarza. Są ci z Lublina, Białegostoku, Gdyni, Sopotu, Gliwic. Ale przede wszystkim Tadeusz Ferenc, od kilku już kadencji prezydent Rzeszowa.

Prezydenta Rzeszowa- podaję za „Neewsweekiem”- jurorzy docenili za to, że w ciągu trzech kadencji próbował zbudować na bazie niewielkiego miasta nowoczesny ośrodek, pełen innowacyjnych zakładów pracy, oferujący edukację i kulturę na wysokim poziomie. „Neewsweek” podkreśla, że w zeszłorocznych wyborach samorządowych Tadeusz Ferenc znowu znokautował konkurentów, a rządząc miastem od 2002 roku uczynił je przyjaznym dla mieszkańców i przedsiębiorców.

Autorzy rankingu zwracają uwagę, że jest prezydentem konsekwentnym, pracowitym i mającym plan rozwoju miasta. Mimo 75 lat pracującym do późnego wieczoru, nielubiącym tracić czasu na puste gadanie.

– To prawda, często wsiadam w samochód i nocą jeżdżę po mieście. Ale ja mam z tego przyjemność. W Rzeszowie mieszkam od urodzenia, traktuję go jako moje miejsce na ziemi. Bardzo mi zależy, aby miasto się rozwijało i było czyste oraz zadbane – przyznaje Tadeusz Ferenc.

Potwierdza, że aby do tego doprowadzić, musiał zmienić mentalność swoich pracowników.

– Kiedy wygrałem pierwsze wybory, urzędnicy mieli zwyczaj odpowiadać mieszkańcom, że czegoś nie da się załatwić. U mnie nie ma takiej odpowiedzi. Petent musi być obsłużony maksymalnie szybko, a urzędnik ma mu pomóc z uśmiechem na twarzy. Nie interesuje mnie, czy ma w domu problemy, czy nie. W pracy wymagam profesjonalizmu i życzliwego podejścia do ludzi – wyjawia Tadeusz Ferenc.

– Jest trudnym szefem, bo potrafi krzyknąć, tupnąć, a nawet wyrzucić z gabinetu, grożąc zwolnieniem z pracy. Czasami każe załatwiać sprawy, które są nie do załatwienia. Nie znosi słowa sprzeciwu, nawet gdy nie ma racji, trzeba mówić, że jest inaczej. Ale trzeba przyznać, że jego metody są skuteczne, bo miasto rzeczywiście szybko się rozwija – ocenia jeden z rzeszowskich urzędników. Jego słowa potwierdzają autorzy raportu „Newsweeka”. Wynika z niego, że w 2003 roku na początku rządów Tadeusza Ferenca miasto miało w budżecie 387 mln zł, w tym 54 mln zł na inwestycje. Dziś budżet Rzeszowa wynosi już cztery razy więcej, a na inwestycje zarezerwowano aż dziesięć razy więcej.

W tym czasie przybyło w Rzeszowie ponad dwa tysiące nowych firm (!), a nie jak to było obiecanej w Tarnowie w minionej kadencji i niedotrzymane – dwa tysiące nowych miejsc pracy. A w mieście i najbliższej okolicy swoje oddziały otworzyli tacy giganci jak Heli-One, Goodrich, Asseco Poland, MTU, i BorgWarner.

– Moi ludzie mają obowiązek tak rozmawiać z inwestorami, aby czuli się tu jak u siebie w domu. Zawsze pytamy, jakich specjalistów dana firma będzie potrzebować. Jeśli jest taka potrzeba, od razu uruchamiamy w naszych szkołach odpowiednie kierunki kształcenia – podkreśla prezydent Ferenc. „Newsweek” zauważa, że Ferenc jest bardzo skuteczny w walce o pieniądze z budżetu państwa i Unii Europejskiej, a jeśli trzeba, to do Warszawy jedzie nawet dwa razy w tygodniu. – Zawsze mam ze sobą projekty, na które potrzebujemy pieniędzy. Jeśli przedstawia się konkrety, ministrowie są nam przychylni i dają pieniądze – nie ukrywa Ferenc.

No i – czy pójdzie ktoś w Tarnowie śladami Ferenca, prezydenta wizjonera? Prawdę mówiąc, nie widzę nikogo takiego. Dobrze, że gruszek w Tarnowie nie brakuje i można je spokojnie zasypiać…

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Baner
Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Baner
Wróć do góry
Advertisment ad adsense adlogger