co słychać

Szachowanie Szychem. Zimno – ciepło

Pani Halina Sokół, mieszkająca w Szczucinie tuż za wiślanymi wałami była swego czasu jedyną w Polsce kobietą…mierzącą Wisłę! Konkretnie- głębokość królowej polskich rzek. Trzy razy dziennie udawała się na specjalny posterunek nad brzegiem rzeki , odczytywała pomiar i wysyłała dane do Warszawy. To min. na podstawie jej wyliczeń codziennie w programie I Polskiego Radia można było usłyszeć: ”Na Wiśle pod Szczucinem tyle a tyle, ubyło (albo przybyło) tyle.

Pani Halinka, mogę chyba tak sobie pozwolić, bo znaliśmy się bardzo dobrze, tak bardzo zżyła się z rzeką przez te kilkadziesiąt lat, że na podstawie obserwacji Wisły potrafiła przewidzieć pogodę. Najczęściej- bezbłędnie! Publikowałem jej prognozy w jednej z gazet, w której niegdyś pracowałem.

Ciekaw jestem, czy dziś podjęłaby się prognozować jaką będziemy mieli zimę. Jakoś tak się dziwnie dzieje od paru już ładnych lat, że każdego października zagraniczni meteorolodzy, osoby zupełnie nieznane szerszej publiczności w Polsce, przewidują jaka będzie u nas zima. Na ogół są to hiobowe wieści: zacznie się wcześnie, już pod koniec października, najpóźniej w listopadzie, potrwa prawie do kwietnia, będą siarczyste mrozy i wielkie śniegi. Przez jakiś czas autorem takich prognoz dla Polski był jakiś Amerykanin, ostatnio zastąpiony Francuzem. Mają oni pecha: żadna z ich prognoz nie spełniła się jak dotąd ( w tym roku Francuz przewiduje to co zwykle, czyli mroźną, długotrwałą zimę), a bodaj najbardziej skompromitował się Amerykanin w 2005 roku. Jak zwykle, zima miała nas wtedy srodze doświadczyć, tymczasem, jak być może państwo pamiętają, w w grudniu w najcieplejszym mieście w Polsce – ale nie tylko tu,w całym kraju- mieliśmy… plus 19 stopni (!), ludzie chodzili po mieście w samych koszulach, a w zakamarkach Wielkich Schodów- co odnotowaliśmy na zdjęciach z tamtego grudnia- zakwitły, po raz drugi w roku mniszki lekarskie, zwane popularnie mleczami.

Osobiście nie daję wiary żadnym długoterminowym prognozom. Są wysoce ryzykowne i, jak przekonuje praktyka, najczęściej mylne. Ziemia nie dała się jeszcze tak bardzo okiełznać współczesnej nauce, by można było w październiku powiedzieć, jaki będzie styczeń. Zastanawia jednak, skąd i po co to bałamutne jak dotąd straszenie tęgimi mrozami, które potem jednak nie nadchodzą . Jedynym sensownym wytłumaczeniem jest chyba to, jakie usłyszałem od pewnego znajomego, polskiego meteorologa:oto działa jakieś pro węglowe lobby, które straszy mrozami, żeby zawczasu kupowano całe zapasy węgla. Wydaje się takie tłumaczenie sensowne, zważywszy, że w tych prognozach media powołują się na nieosiągalnych zagranicznych meteorologów. Gdyby wróżyli tak polscy spece od pogody, można by ich bez trudu postawić pod pręgierzem i publicznie złajać. A w styczniu nikt już nie pamięta, co jakiś Amerykanin jesienią przewidywał dla naszego kraju.

Ciekawe czy w tym roku sprawdzi się temu Francuzowi. Szkoda swoją drogą, że pani Halinka ze Szczucina nie mierzy już Wisły. Pewnie wiedziałaby lepiej niż tamci dwaj jaka będzie zima…

Reklamy i banery wyborcze na portalu Tarnów.in - tel. 509 - 105 -880, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

2 komentarze

2 Comments

  1. .

    3 listopada 2018 at 12:33

    Oho, jak jest o pani Halinie ze Szczucina to za chwilę będzie o Aliku z bazy wojsk radzieckich 😉

  2. Zygmunt Szych

    5 listopada 2018 at 19:51

    to nie jest o pani Halinie ze Szczucina,ona jest wspomniana mimochodem.To jest o głupawych przepowiedniach pogody dla Polski w wydaniu nikomu nieznanych zagranicznych meteorologach.Przepowiedniach,które jak dotąd im się nie sprawdziły.

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najczęściej czytane

Wróć do góry