Więcej informacji kategoria wiadomości - Małopolska

Uwaga! TVN: Porywał ludzi dla okupu. Ile ofiar ma na swoim koncie?

Miał kilka tożsamości, często zmieniał miejsca zamieszkania. Konstruował urządzenia nasłuchowe, a nawet materiały wybuchowe. To metody działań Bogusława K., jednego z najbardziej zuchwałych polskich porywaczy.​

Policjantom i prokuratorom z krakowskiego Centralnego Biura Śledczego Policji udało się rozpracować metody działania Bogusław K. Niektóre wyglądają, jak te z filmów akcji.

Bogusławowi K. przypisuje się porwanie co najmniej trzech osób, w tym 10-letniego chłopca. Do uprowadzeń wykorzystywane były drewniane skrzynie. Mężczyzna przetrzymywał w nich swoje ofiary. Skrzynie ukrywał w zalesionych, trudno dostępnych częściach Krakowa. Tak było też w przypadku porwania 10-latka.

– Za każdym razem, jak porywacz szedł do skrzyni, chłopak myślał, że porywacz go zabije. Trudno sobie wyobrazić, co czuło to dziecko – mówi pracujący przy sprawie oficer policji.
Po uwolnieniu 10-latka, śledczy przez prawie rok namierzali jego oprawcę. Mężczyzna świetnie przygotował uprowadzenie. Długo pozostawał krok przed policją. W końcu udało się go zatrzymać na jednym z krakowskich osiedli.
– Stworzył przynajmniej kilka osobowości. Raz to był pseudokibic, innym razem inteligent, filozof, lingwista. Przyjmował którąś z tych tożsamości w zależności od sytuacji. Zostawiał mylące ślady. Miał przygotowane wcześniej role. W zależności od sytuacji mówił i zachowywał się w inny sposób – ujawnia policjant.

Porywacz zmieniał miejsca zamieszkania. Sąsiedzi zapamiętali go, jako cichego i milczącego, unikającego ludzi mężczyznę.
– Zawsze miał spuszczoną głowę, burczał coś pod nosem. Udawał, że nikogo nie zna. Przesiadywał całymi dniami w piwnicy – wspomina jedna z sąsiadek Bogusława K.
Bogusław K. mieszkał m.in. u matki swojej partnerki.

– Chodził w zwykłej czapce i kurteczce. Okupy brał ogromne, a wyglądał jak żebrak. Tak się kamuflował, że nikt go o nic nie posądzał. Mieszkał u mnie, za ścianą. Nic nie miał. Córka brała z MOPS-u obiady, to on je jadł. Nie wydawał pieniędzy, ani złotówki nie dołożył się do czynszu – wspomina kobieta.

Wszystkie uprowadzenia były skrupulatnie przygotowane. Bogusław K. wykorzystywał specjalne systemy łączności z telefonów komórkowych. Do każdego z porwań kupował samochód. Wykorzystywał go raz, tylko do przewiezienia ofiary.
– W jego domu znaleźliśmy bardzo dużo telefonów komórkowych, posiadających pakiety dodatkowych baterii. To były telefony starego typu, prawdopodobnie służyły mu nie tylko do komunikacji, ale też, jako urządzenia do nasłuchu – mówi policjant z CBŚP.
Po uprowadzeniu, porywacz komunikował się z rodzinami ofiar w bardzo wyszukany sposób.

– Książki, które wcześniej podrzucał rodzinom ofiar wyglądały zwyczajnie. Ale wewnątrz, na wybranych stronach znajdowały się wskazówki, gdzie i kiedy rodzina musi przekazać okup. Na książkach i telefonach, odnaleźliśmy jego DNA, więc nie ma wątpliwości, że to przedmioty, które należały do niego – opowiada śledczy.

W samochodach, których używał do przewożenia ofiar montował ładunki wybuchowe. Ich eksplozja, w razie niepowodzenia akcji miała zatrzeć wszelkie ślady.
Nietypowe były także skrytki, w których chował pieniądze z okupów. Śledczy w jednym z jego mieszkań odnaleźli ponad 100 tys. złotych ukrytych w stolnicy.

Nasz reporter dotarł do brata Bogusława K. Mężczyzna był skazany na wieloletnie więzienie za porwanie syna krakowskiego biznesmena. Za jego uwolnienie wzięto wówczas milion dolarów.
– Karę odsiedziałem, zmieniłem swoje życie. Wyszedłem pięć lat temu i teraz zajmuję się zupełnie czymś innym. Z moim bratem jestem skłócony. Uważam, że dobrze, że go zamknęli, bo dalej, by porywał dzieci – stwierdza brat Bogusława K.

Według mężczyzny, w przeszłości jego brat zarabiał duże pieniądze w legalny sposób. Dlatego nie potrafi zrozumieć, dlaczego zajął się przestępczą działalnością.
– Odsiedział siedem lat za porwanie. Jakiś przełom w jego życiu nastał, jak miał 19, 20 lat, wcześniej był normalnym chłopakiem, niezłym uczniem. Nie wiem, co mu się stało. Nasi rodzice ciągle nie mieli na chleb, może to była jego motywacja – zastanawia się brat.

Uwaga! dowiedziała się o kolejnej ofierze Bogusława K. – krakowskim biznesmenie, który został uprowadzony i zmarł w trakcie przetrzymywania w drewnianej skrzyni. Śledztwo trwa. Będziemy dalej przyglądać się tej sprawie.​

Reklamy i banery wyborcze na portalu Tarnów.in - tel. 509 - 105 -880, kontakt@tarnow.in

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najczęściej czytane

Wróć do góry