co słychać

W samo południe się zaczęło…

– Kiedy wybieraliśmy się w podróż naszym „maluchem”, mieliśmy dwie pary rajstop. Jedna na nogach żony, druga na wszelki wypadek- to fragment jednego z listów tarnowianina, szczęśliwego posiadacza fiata 126p, zwanego pieszczotliwie Maluchem.

Ten „wszelki wypadek” przytrafiał się właścicielom mikro samochodu dość często i polegał na nagminnym zrywaniu się paska klinowego. Kierowcy szybko odkryli, że znakomicie zastąpić go można rajstopami właśnie. I można było jechać dalej. Odkrycie rajstop w nowej roli było tym bardziej przydatne, że stacji obsługi pojazdów było jak na lekarstwo, a w tych istniejących trzeba się było zapisywać na termin, jak dziś do lekarza. No, chyba, że się miało znajomego kierownika takiej stacji…

 

Gdy 22 wrzenia 2000 roku, czyli dokładnie 18 lat temu z linii produkcyjnej bielskiego zakładu Fiat Auto Poland zjechał ostatni Maluch wpadłem na pomysł, by zorganizować w Tarnowie zlot posiadaczy tego socjalistycznego cuda. Impreza pod patronatem jednej z gazet w której wtedy pracowałem udała się nad podziw, przyjechało kilkudziesięciu uczestników z Tarnowa i okolic. Odbyli rundę honorową, poczynając od boisk TOSiR-u przez ulicę Wojska Polskiego, 16 pułku piechoty i Nowodąbrowską. Przed zlotem poprosiłem właścicieli Maluchów o nadesłanie swoich wspomnień o tym, jak kupowano i użytkowano Malucha. Nadeszło kilkadziesiąt korespondencji. Ta o rajstopach zamiast paska klinowego to jeden z rezultatów takiej korespondencji. Było też wiele innych, o groteskowej wymowie.

Maluch, samochód dla klasy robotniczej, jak zapewniał w telewizji 1 sekretarz KC PZPR Edward Gierek, miał kosztować ponad 40 tysięcy, ale kiedy z linii produkcyjnej schodziły pierwsze egzemplarze, cena podskoczyła do 69 tysięcy . Równowartość kilkudziesięciu miesięcznych pensji.

A mimo to zainteresowanie samochodzikiem było olbrzymie. Rychło wprowadzono talony. Dostęp do nich mieli wybrańcy, a o tym, komu talon można przyznać, decydowała Partia. Pierwszymi posiadaczami byli więc zasłużeni towarzysze.

Posiadacze talonów robili na Maluchach niezły interes: kupowali go po urzędowej cenie 69 tysięcy, a sprzedawali na giełdzie, już solidnie używanego za… 120 tysięcy. To był niekwestionowany rekord świata: używany samochód kosztował dwa razy tyle co nowy! Normalny świat nie był w stanie tego zrozumieć.

– Dowiadywałem się w Polmozbycie, kiedy można spodziewać się dostawy. Dzwoniłem przez pół roku, co kilka- kilkanaście dni. Ci z Polmozbytu to byli ważniacy, ale kiedy przywiozło im się w podarku drogi koniak kupiony za dolary w pewexie, stawali się rozmowniejsi- to jeden z listów nadesłanych do redakcji w związku z tarnowskim zlotem Maluchów i wspomnieniami. W końcu nadeszła upragniona wiadomość: jest samochód, można przyjeżdżać..

Tarnowianin wsiadł do taksówki i szybko znalazł się przy ogrodzonym placu. Stał na nim jeden egzemplarz Malucha. Kandydatów do jego posiadania było trzech.

– Noo, panowie, nic nie poradzę. Jest was trzech uprawnionych,a samochód jeden. Kto pierwszy, ten lepszy.

Nasz czytelnik nie miał szans i w biegu po szczęście znalazł się na ostatniej, trzeciej pozycji. Wyprzedził go jakiś 40 letni młodzieniec, który jako pierwszy znalazł się przy samochodzie…

Maluch szybko obrósł w legendę i anegdotę. Telewizja pokazała, jak wsiada do niego, mocno schyliwszy głowę, sam Edward Gierek, człowiek słusznej postury i mieści się w nim. Studenci z Krakowa urządzili konkurs: ile osób zmieści się w samochodziku. Weszło dwunastu. I zdołali odjechać. Niedowiarków nie było, bo wszystko pokazano w telewizji.

Żartowano, że jak się popsuje- co zdarzało się nader często- to można go wziąć pod pachę i zanieść do kowala do naprawy. W anegdocie było sporo prawdy: pan Maciej Tarnowski, znany kowal z Zaczernia pod Tarnowem miewał takich klientów, którym wyklepywał to i owo, przykręcał albo poluźniał przy pomocy młotka i obcęgów.

Zima rodziła wśród właścicieli solidarność. Silnik za nic nie chciał zapalić, więc trzeba go było brać „na pych”, w czym pomagali sąsiedzi albo przygodnie napotkani przechodnie. Co sprawniejsi dokonywali prawdziwej ekwilibrystyki: trzymając się za drzwiczki jedną ręką, drugą posługiwali się kierownicą, pchając pojazd aż wreszcie „zaskoczył”.

Kiedy łapano na prowincjonalnej drodze Malucha i kierowca był łaskaw się zatrzymać, do dobrego tonu należało zadać mu pytanie: ” jak tam sprawuje się pana maluch?”. Najczęstsza odpowiedź: „dobrze, nie narzekam póki co…”

Najczęściej samochodziki trzymano „pod chmurką”, ale wybrańcy losu mieli garaże. Obowiązkowo należało betonową posadzkę wymościć dywanikiem, żeby samochodzikowi „nie ciągnęło od dołu”. Był bowiem Maluch niekwestionowanym członkiem rodziny. Żeby go jeszcze bardziej oswoić, esteci zakładali firanki na bocznych szybach.

Choć trudno w to uwierzyć produkowane w Polsce Maluchy były przedmiotem eksportu, i to nawet do kraju tak solidnie zmotoryzowanego jak Australia! W latach 1985-89 do Chin wyeksportowano ponad 20 tysięcy Maluchów. Służyły tam głównie jako… taksówki.

I wreszcie przyszedł ten historyczny dzień: 22 września 2000 r, w samo południe, z linii produkcyjnej bielskiego zakładu Fiat Auto Poland zjechał ostatni Fiat 126, Maluch z limitowanej serii 1000 sztuk o nazwie „Happy End” w kolorze żółtym. Samochód ten trafił do Muzeum Fiata w Turynie, a jeden z ostatnich egzemplarzy także do Muzeum Techniki w Warszawie. Łącznie wyprodukowano w Polsce ponad 3,3 mln Fiatów 126.

Dziś Maluch należy do pojazdów kultowych. I, jak dawniej, rośnie w cenie. Kiedy przed kilkoma laty w jednej z podtarnowskich miejscowości zmarł starszy człowiek, właściciel Malucha z lat 80-tych , rodzina zadecydowała, że sprzeda „ten szmelc”. Być może zdołaliby zarobić na transakcji jakieś tysiąc złotych. Ale syn śp. właściciela zaprotestował w ostatniej chwili:one będą drożeć, trzeba tylko poczekać.

Maluszek został starannie zapakowany w folię, obłożony słomą i czeka na lepsze czasy, trzymany w stodole. I rzeczywiście, Maluchy są w cenie: egzemplarze z lat 70 -tych osiągają już cenę 17 tysięcy i nie jest to ostatnie słowo.

Przybywa bowiem fanów dawnej motoryzacji. Jeszcze do niedawna zlot i pokazy starych samochodów były atrakcją dla nielicznych snobów. Dziś takie spotkania odbywają się nawet w Tuchowie czy Lisiej Górze i mają wielu uczestników, a za „warszawę”- garbusa można wziąć nawet 80 tysięcy złotych!

Tekst i foto Zygmunt Szych

Reklamy i banery wyborcze na portalu Tarnów.in - tel. 509 - 105 -880, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najczęściej czytane

Wróć do góry