Więcej informacji kategoria Magazyn Tarnow.in

Weekend z Tarnów.in: Jeszcze się taki nie narodził, czyli spór o osiedlowy Dom Kultury na osiedlu Westerplatte

„Jeszcze się taki nie narodził, który by każdemu dogodził”. Ta sentencja, modna szczególnie w epoce Gierka, kiedy to jednym podobało się odejście od siermiężnego socjalizmu Gomułki, a inni narzekali na wysokie zadłużenie w żydowskich bankach, jak ulał pasuje dziś do sytuacji Osiedlowego Domu Kultury na osiedlu Westerplatte w Tarnowie

Fot. Artur Gawle

Jeszcze się taki nie narodził, który by każdemu dogodził”. Ta sentencja, modna szczególnie w epoce Gierka, kiedy to jednym podobało się odejście od siermiężnego socjalizmu Gomułki, a inni narzekali na wysokie zadłużenie w żydowskich bankach, jak ulał pasuje dziś do sytuacji Osiedlowego Domu Kultury na osiedlu Westerplatte w Tarnowie.

W latach 90-tych minionego stulecia masowo likwidowano, jako „socjalistyczne przeżytki” wszelkie kluby i domy kultury. Zwłaszcza te, prowadzone przez spółdzielnie mieszkaniowe. Ta tendencja nie ominęła także Tarnowa, ale jakimś cudem uchował się tu osiedlowy dom kultury na osiedlu Westerplatte. Parterowy budynek był niegdyś barakiem, w którym znajdowały się magazyny na rozmaity sprzęt budowlany, kiedy wznoszono to osiedle. Po gruntownym remoncie powstał ten właśnie dom kultury.

Na wielkim blokowisku, jakim jest to osiedle taka placówka kulturalna miała swoje niebagatelne znaczenie. Przyciągała zwłaszcza młodzież, która z braku alternatywy, przesiadywała na tak zwanych – cóż za paskudna nazwa! – „klatkach” schodowych . Nazywano ich blokersami. Z braku zajęć zajmowali się rozbojem, bójkami, potem także narkotykami. Dom kultury miał to szare, nijakie życie zastąpić czymś atrakcyjnym.

I tak było. Osiedlowy dom kultury prowadził wielorakie zajęcia. Była tu pracownia komputerowa, w czasach, kiedy komputery ledwie raczkowały i były tak drogie, że niedostępne dla przeciętnego mieszkańca blokowiska. Tu można było pograć w prymitywne co prawda, bo zjawisko dopiero się rodziło, gry komputerowe, a potem nauczyć się posługiwać tym sprzętem. Istniała siłownia, pracownia plastyczna dla najmłodszych, a później także coś najbardziej ambitnego – nauka języków obcych: angielskiego, francuskiego i niemieckiego. Seniorzy przychodzili pograć w szachy albo, po prostu, spotkać się i pogadać.

Jednym słowem, bardzo ambitna działalność.

I wtedy pojawiła się jakaś dziś już nie do określenia grupa niezadowolonych. Uznali, że ten dom kultury to przeżytek , że sporo kosztuje utrzymanie takiej działalności i należy go zlikwidować. Cud, że nie protestowano przeciwko istnieniu Pałacu Młodzieży, bo już sama nazwa to kalka z sowieckich Pałaców Młodzieży. Nawiasem mówiąc, dziś ten Pałac prowadzi nijaką działalność, a dyrektorem został człowiek, który wygrał konkurs, bo zaproponował „integrację” między młodzieżą a seniorami. Tyle tylko, że to wbrew statutowi placówki, a do takiej integracji nigdy tu nie doszło. Ale to zupełnie inny temat…

Wróćmy jednak do osiedlowego domu kultury. Mimo protestów udało się, dzięki uporowi Zarządu Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, zachować nie tylko istnienie placówki, ale i poszerzyć jej ambitną działalność. Spółdzielnia argumentowała, że to ważna propozycja dla mieszkańców i nie ma tu żadnego znaczenia jakakolwiek ideologia. Protesty z czasem rozmyły się, i skończyły na dobre.

Ale… „jeszcze się taki nie narodził”… Wobec zamknięcia działalności osiedlowego domu kultury powstała grupa protestacyjna, domagająca się przywrócenia placówki. Czyli odwrotność tego, przeciwko czemu protestowano przed laty. Argumentowano, że taki dom kultury jest tu potrzebny, bo spełnia ważną rolę społeczno-kulturalną!

Pojawiła się też koncepcja wyburzenia dawnego baraku, a na jego miejsce zbudowanie czegoś tam. Na taką działkę, leżącą w atrakcyjnym na przykład dla handlowców miejscu niejeden miałby chrapkę…

TSM, w której posiadaniu jest całe to wielotysięczne osiedle wystąpiła do samorządu miasta o współfinansowanie działalności domu, ale samorząd nie wyraził zgody. Argument? Bo ta placówka należy do spółdzielni, więc niech spółdzielnia to finansuje. Ale TSM to kilkadziesiąt tysięcy tarnowian. Czy mieszkańcy odległego osiedla Gumniska zechcieliby dopłacać w czynszu do placówki, z której nie będą nigdy korzystać, bo jest dla nich za daleka? A poza tym czy Spółdzielnia to kosmici, nie tarnowianie?

Prezes TSM Zbigniew Sipiora wystąpił z interesującym, jedynym w swoim rodzaju pomysłem: przeznaczyć obecny dom kultury na mieszkania dla niepełnosprawnych. Budynek jest parterowy, więc nie mieliby oni problemu dotarcia do swoich mieszkań. A miasto przeznaczyłoby na nowy osiedlowy dom kultury działkę po przeciwległej stronie osiedla, w pobliżu Alei Jana Pawła II.

Daj Boże, że tym razem nie powstanie trzeci komitet protestacyjny przeciwko takiemu rozwiązaniu. Ale, jak wiadomo, „jeszcze się taki nie narodził”…

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

1 komentarz

1 komentarz

  1. PREZES

    11 marca 2017 at 22:16

    Czynsz (niem. Zins – ‚podatek’, ‚dzierżawa’, od łac. census – ‚wycena’) – prawna nazwa świadczenia należnego z tytułu najmu lub dzierżawy. Wartość czynszu może być ustalona w pieniądzach lub naturze (np. owoce z sadu). Czynsz z założenia jest świadczeniem okresowym. Dawniej, i obecnie w niektórych znaczeniach, nazywany tenutą.
    Jako „czynsz” potocznie (nieprawidłowo) określa się także świadczenia uiszczane przez członków spółdzielni mieszkaniowej na jej rzecz i przez właścicieli mieszkań na rzecz wspólnot mieszkaniowych, które są opłatami eksploatacyjnymi i partycypacją spółdzielcy lub właściciela w kosztach utrzymania nieruchomości oraz spółdzielni lub wspólnoty mieszkaniowej.

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Baner
Wróć do góry