Więcej informacji kategoria Kuchnia

Weekend z Tarnow.in: Obyczaje kulinarne. Potaż, najlepszy na koniec karnawału!

No i co? Aniśmy się obejrzeli, jak szybkimi krokami zbliża się koniec karnawału. Jeszcze trochę potrwa zabawa, która nieuchronnie, zwłaszcza męską część populacji, prowadzi do zguby. Zguba ta nazywa się niewinnie kacem.

Są dziesiątki może i więcej sposób na to, jak to paskudztwo przepędzić z naszego umordowanego organizmu . Proponuję odrzucić precz popularne ,ale i banalne zarazem kwaśne żurki, sok spod kiszonej kapusty czy zalewę z kiszonych ogórków. Owszem, pomagają te specjały wrócić do równowagi, ale nie mają przecież tak uniwersalnych właściwości jak poczciwy, staropolski potaż.

Tak właśnie nazywano niegdyś zupę. Nasi przodkowie znali setki sposobów na jej przyrządzenie: na arystokratycznych stołach pojawiał się często potaż z… jadalnych kasztanów z najprzeróżniejszymi dodatkami. No cóż, jedyne drzewo jadalnego kasztanowca jakie znam rośnie na północnym stoku Pałacu Sanguszków, ale przecież już dawno po sezonie, więc tego arystokratycznego specjału nie skosztujemy. Proponuję zatem potaż, że zostanę przy staropolskim nazewnictwie, z niemal wszystkiego, co mamy pod ręką. Gwarantuję, że taki potaż przywróci nam stabilność organizmu i napełni otuchą po najbardziej nawet upojnej karnawałowej zabawie.

Najpierw zabierzemy się za smak, czyli esencję takiego potażu. A dadzą nam ją rapki, albo banalnie mówiąc – kurze nóżki. Wyszorujemy je dokładnie pod zimną wodą, obgotujemy szybko, ledwie przez minutę, odlejemy wodę i zanurzymy je ponownie do zimnej wody, doprowadzając do lekkiego wrzenia na wolnym ogniu.

Kiedy pojawią się delikatne , rosołowe oka dorzucimy pokrajanego w drobne krążki pora, dodamy kilka ziaren kolorowego pieprzu, ziele angielskie , kilka jagód jałowca, listek laurowy – i niech nam się to wszystko elegancko gotuje. Dwie, trzy szalotki rzucimy na ogień na kilka chwil, a przed dodaniem do naszego potażu wbijemy w nie kilka goździków.

Osiągnęliśmy tym sposobem podstawę naszego potażu. Kiedy taki lekki rosołek ledwie pyrczy, solimy go solą ziołowa, dodajemy zgnieciony w prasce czosnek. a całość doprawiamy wyciśniętym sokiem z cytryny. Teraz jeszcze łyżka oleju lnianego i żółtko z jednego jajka. Mieszamy delikatnie, ale solidnie, żeby nam się smaki przetarły. Osobno ugotujemy (7-9 minut) kaszę jaglaną i łączymy ją z naszym potażem.

Jeżeli ktoś po takich delicjach nadal będzie jęczał i kwękał, znaczy, że albo powinien odpuścić sobie karnawałowe szaleństwa, albo przejść na kaszkę mannę dla niemowląt…

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Baner
Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Baner
Wróć do góry
Advertisment ad adsense adlogger