Więcej informacji kategoria Magazyn Tarnow.in

Magazyn Tarnow.in: Opowieści niesamowite. Osobliwy, niedzielny gość

-To, co mi się wtedy przydarzył, było tak niepojęte, że do dziś, choć upłynęło już tyle lat, nie mogę zrozumieć jak byłem wtedy w stanie to wszystko przeżyć. A nawet przejść nad tym do porządku dziennego.

Pan Henryk J .miał wtedy nieco ponad dwadzieścia lat i mieszkał z rodzicami na robotniczym osiedlu. Dwupiętrowe bloki, zbudowane z cegły we wczesnych latach pięćdziesiątych minionego stulecia. Panował tu obyczaj, że mieszkańcy wysiadywali na ławkach przed tymi blokami. Ot, tak, dla rozrywki.

-Nie było wtedy telewizji, radia posiadali nieliczni. Te ławkowe spotkania były rodzajem towarzyskich spotkań: omawiano na nich, zwłaszcza w niedziele, jak komu minął tydzień.

I na jednej z takich ławek siedzieli, wraz ze wszystkimi pozostałymi sąsiadami z tej samej klatki schodowej, rodzice pana Henryka. Było senne, lipcowe popołudnie. Niedziela.

– Za godzinę miałem wybrać się na mecz piłkarski, więc nie poszedłem na ławkę. Zresztą my, chłopcy z podwórka nie dołączaliśmy do sąsiadów. Byłoby to źle widziane…

Henryk wychylił się z okna na drugim piętrze, żeby spytać o coś mamę. Ale najwyraźniej nie dosłyszała pytania.

– I wtedy zauważyłem tego człowieka. Nosił się jak elegancik z paryskich żurnali. Długi, ciemny płaszcz. Melonik, rzecz tak niezwykła w tych stronach, że nie powinna ujść uwadze siedzących na ławce. Nikt jednak niezwykłego gościa nie dostrzegł, kiedy ten po prostu wszedł na schody. Wydawało mi się niepojęte, że nikt nie zwrócił na niego uwagi.

– Słyszałem wyraźnie jego kroki, pamiętam, że niemiłosiernie skrzypiały mu buty. Wychyliłem się przez okno raz jeszcze, żeby powiadomić mamę, że ktoś najwyraźniej do nas zmierza, ktoś bardzo dziwny tu idzie. Że jest już chyba na pierwszym piętrze. Ale nikt mnie nie słyszał. Widziałem, jak we mgle, że wszyscy na naszej ławce rozmawiają ze sobą, ale w jakiś nienaturalny sposób. Opowiadali coś sobie jedni przez drugich. Śmiali się. Na moje wołanie nikt nie zwracał uwagi, choć przecież z tak niewielkiej odległości musieli mnie słyszeć. Nieraz przecież komunikowałem się z rodzicami w taki właśnie sposób…

Nagle skrzypienie butów ustało. Rozległo się ciche pukanie do drzwi.

– Cóż było robić? Otworzyłem i oniemiałem ze strachu.

W drzwiach stał ten człowiek, którego przed chwilą widziałem, wchodzącego do bloku i zupełnie nie widzianego przez nikogo. A ludzie z tego osiedla zwracają uwagę na każdego obcego. Zwłaszcza tak dziwacznie ubranego. Ale zobaczyłem go jedynie do połowy. Reszta, z szyją i głową były poza zasięgiem moich oczu.

– Chciałbym- wymamrotał – obejrzeć zegar.

– Wielokrotnie potem wyrzucałem sobie, że nie spytałem czy jest w istocie zegarmistrzem. Chyba jednak nie był, bo nie miał przy sobie żadnych optycznych przyrządów. I to oglądanie zegara, stojącego w pokoju na kredensie też było dziwne. Gość z uwagą przyglądał się wskazówkom. Kilka razy ustawiał go w różnych miejscach, oddalał się, to znowu przybliżał do niego.

-Taaa- wymamrotał znowu- nic tu po mnie. Pozwolisz, Henryku, że nie wyjdę schodami.

Otworzył drzwi balkonowe, bez trudu przekroczył barierkę i… zniknął. Po prostu!

– Dotykałeś zegara?- zapytał ojciec, bo był przestawiony w zupełnie inne miejsce. Ojciec kupił go w jakiejś rupieciarni i był bardzo z niego dumny. Piękne, secesyjne cacko, bogato zdobione wypatrzył u handlarza starociami. Oddał mu go za grosze.

– Nie. Był tu… pewien człowiek. Nie zauważyliście go? Wołałem do was, że idzie. Musieliście go widzieć. Miał jakieś dwa i pół metra, musiał się schylać, kiedy wchodził do pokoju. A wyszedł przez balkon.

Byli zdumieni moją opowieścią i szybko uznali ją za brednie.”Pewnie ci się coś przyśniło”.

Rok później, dokładnie w rocznicę tej niezwykłej wizyty rodzice poumierali. Jedno po drugim. Zaczęli odchodzić na tamten świat także sąsiedzi, na ich miejsce pojawili się nowi, nieznani mi ludzie, z którymi trudno mi było znaleźć wspólny język więc się stąd wyprowadziłem na zawsze. Ale tamta historia do dziś nie daje mi spokoju…

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wróć do góry
Advertisment ad adsense adlogger