Więcej informacji kategoria Ludzie, opinie, cytaty

Ze Starej Szafy. ”Chińczyk” z Podkarpacia w Mościcach. Bielawski opowiada, Szych spisuje

– Powiem tak: ten akurat obyczaj mościcki bardzo mi przypadł do gustu. Mam tu na myśli podróż tu rowerem, która cudownie przetrwała do dzisiaj. Dojeżdżają tymi wehikułami do pracy „chińczycy”. Masowo, wystarczy znaleźć się przy głównej bramie Azotów, gdy kończy się zmiana.

– „Chińczycy”?

– Taksówkarze tutejsi, nie bez dozy irytacji, nazywają tak tych wszystkich pracowników Azotów, setki osób z okolicznych wsi. Rowerem do pracy przyjemniej i bliżej. A taksówkarze psioczą, bo setki rowerzystów, jeden za drugim, blokują przejazd. A że rower to ulubiony pojazd Chińczyków- stąd ci „chińczycy” z Mościc. Mało kto wie, że mieli swojego wielkiego poprzednika, niestety dziś anonimowego. Dojeżdżał do dopiero co powstałej Fabryki Związków Azotowych rowerem.

– Cóż w tym dziwnego? ”Chińczycy” teraz też…

Nic. Tyle tylko, że on dojeżdżał z Jedlicz, jakieś, bagatela, kilkadziesiąt kilometrów od Tarnowa. Dosiadał roweru w niedzielę przed północą, a już rano w poniedziałek był w zakładzie. Meldował się jako jeden z pierwszych robotników na zmianie. Opuszczał zakłady w piątek po południu, w sobotę był u siebie, w tych Jedliczach na Podkarpaciu…

– Osobliwe przywiązanie, nie wiadomo- do roweru czy miejsca pracy?

– Pewnie jedno i drugie. Ale, ciekawa rzecz, takie przywiązanie do tej niezwykłej Fabryki wykazywali niemal wszyscy, choć w rozmaity sposób. Dopiero co powstała Fabryka niemal od początku istnienia miała swój etos . Budowała go kadra inżynierska. Ludzie solidnie wykształceni, przybysze z Kresów, głównie ze Lwowa. Takim był inżynier Stanisław Kubiński. Wyjątkowa postać w dziejach Mościc.

– Mościc! A przecież za komuny nie wolno było tak mawiać. Jechalibyśmy do Tarnowa Zachodniego. Albo Tarnowa- Świerczkowa lub Tarnowa II.

To były, rzecz jasna, idiotyczne, sztuczne, narzucone nazwy. Żadna się nie przyjęła na dobre, istniały tylko w oficjalnej nomenklaturze. A Tarnów Zachodni to wręcz nazwa przystanku kolejowego. Na szczęście o tamtych nazwach szybko zapomniano. Od kilkunastu już lat Mościce wracają w pełnym blasku do naszej historii , i to w sposób zorganizowany. Uporządkowany…

– Od kilkunastu?

– Konkretnie od 11 maja 2002, kiedy to, z inicjatywy Barbary Brożek-Czekańskiej, utalentowanej plastyczki, artystki tworzącej piękną biżuterię, ale przede wszystkim osoby zakochanej w Mościcach- powstało Towarzystwo Przyjaciół Mościc. Sami pasjonaci, dziesiątki osób, wśród nich Anna Krakowska, Andrzej Wróżek, Bożena Padlewska, Jadwiga Jarosz, Jerzy Świtek. Moją skromną osobę też tam wciągnięto i jestem. Przyjemnie posłuchać o tamtych ludziach i dziele, jakie tworzyli. Przy czym mam tu na myśli nie tyle samą Fabrykę, która wiadomo- wielka rzecz. Mówię o etosie, który szczęśliwie przetrwał najpaskudniejsze czasy.

– Etos to brzmi dumnie, że strawestuję Gorkiego. Ale jak z tym było na co dzień?

Historia Fabryki, ludzie którzy ją tworzyli to dobrze znane fakty. A etos? Powstał w sposób naturalny. Brał początek od tych, jak wspomniany inżynier Kubiński, którzy go tworzyli. I przejmowali go robotnicy. Panował kult wykształcenia, Dziadek był robotnikiem, ale już syn technikiem, a jego z kolei syn inżynierem, czasem lekarzem. Tak tworzyła się, od podstaw, mościcka inteligencja. Najciekawiej było po wojnie. Stara, przedwojenna kadra przetrwała. byli potrzebni tej nowej władzy. W Fabryce szarogęsić usiłowała się Partia ( PZPR- przyp. Z. Sz.), ale „ruki pa szwam”, na baczność, przed inżynierami ze Lwowa. W powszechnym użyciu był „towarzysz”, ale fachowców starej daty nie ośmielono się tak tytułować. Wyłącznie: ”pan inżynier Kubiński będzie to wiedział najlepiej”. Pan inżynier!

– Pan inżynier Kubiński pochodził z Sambora?

– Wspaniała postać, syn prawnika. W jego życiu odbija się cały dramat współczesnej historii Polski. Jak to dobrze, że wreszcie uhonorowano tę wybitną postać skwerkiem w Mościcach .Skromny, ale potrzebny gest. Dzięki Towarzystwu tak się stało. Postawiło sobie za cel promocję tej dzielnicy, tworzenie Wielkiej Kroniki Mościc, integrację środowiska.

– Inżynier Kubiński byłby usatysfakcjonowany…

– Zmarł w 1968 roku . Lwowiak urodzony w Samborze, związał się na całe dorosłe życie z Mościcami, które tworzył. Prywatnie- przyjaciel Ignacego Mościckiego. Cóż za arcypolski życiorys! Posłużę się tu wypisami z kroniki: w listopadzie 1918 wstąpił jako ochotnik do Wojska Polskiego, był komendantem warsztatów broni we Lwowie. Za udział w obronie Lwowa i walkę bolszewikami w 1920 odznaczony dwa razy Krzyżem Walecznych i Krzyżem Obrony Lwowa z mieczami. Dyrektor techniczny w Fabryce Broni i Maszyn Arma we Lwowie, wykładał na Politechnice Lwowskiej telegrafię i telefonię , uczył w szkole przemysłowej. W 1927 zaangażowany do budowy Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Tarnowie jako główny mechanik i prokurent zakładów, czyli osoba uprawniona do reprezentowania fabryki na zewnątrz, w tym do podpisywania pism. Do pracy w Mościcach przybyło wraz z nim kilkunastu fachowych pracowników fabryki Arma. W 1932, z polecenia Naczelnego Dyrektora inż. Eugeniusza Kwiatkowskiego powołany na stanowisko naczelnika gminy Mościce, pełnił tę funkcję społecznie do 1939. Wynagrodzenie oddawał na potrzeby gminy! Słynna jego dekretacja na pismach i podaniach brzmiała: „wypłacić z moich poborów”. Dla wielu wówczas i dzisiaj było to co najmniej niezrozumiałe. Kierował budową Szkoły Podstawowej, (dawnej „ósemki”), działał w Komitecie Rodzicielskim Szkoły i Komisji Regulacji i Rozbudowy Mościc, był Prezesem Rady Nadzorczej nowo powstałej w 1934 spółdzielni mieszkaniowej pracowników umysłowych Osiedle. Inicjator i kierownik kursów dokształcających dla mistrzów i robotników. 6 IX 1939 , tuż przed wkroczeniem Niemców, na rozkaz dyrekcji fabryki wyjechał do Lwowa, stamtąd do Lipnicy Wielkiej, pow. Rohatyn, jako uchodźca wojenny. Wiózł ze sobą 40 000 zł na wypłaty dla pracowników i była to jedyna dowieziona do Lwowa suma, po zabraniu przez bolszewików zdeponowanych w banku w Kałuszu, pieniędzy. Posłużyła na doraźne wypłaty dla pracowników. Przez Przemyśl dotarł w grudniu 1939 roku do Mościc. Po powrocie do domu nie zgłosił się do pracy u Niemców, został aresztowany przez gestapo w 1940 potem w więzieniu w Wiśniczu, wywieziony do Oświęcimia, następnie przeniesiony do Sachsenhausen i dalej do Buchenwaldu, w Wansleben, pracował w podziemnej fabryce samolotów. Uwolniony przez wojska alianckie, powrócił do Polski. Ponownie przyjęty do fabryki w listopadzie 1945 , początkowo zajmował się rewindykacją wywiezionych maszyn i zaopatrzeniem zakładu w narzędzia i materiały, powrócił na dawne stanowisko kierownika. W 1951 został organizatorem i kierownikiem Samodzielnego Wydziału Wykonawstwa Inwestycyjnego. Wykładał również mechanikę techniczną w wieczorowej Szkole Inżynierskiej. Uczył mechaniki technicznej i technologii w Technikum Chemicznym. W 1964 r przeszedł na emeryturę, po 52 latach niezwykle intensywnej i wielokierunkowej pracy. Życiorys, którym można by obdzielić kilkanaście osób co najmniej!

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

Kliknij i dodaj komentarz

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wróć do góry
Advertisment ad adsense adlogger