Więcej informacji kategoria Magazyn Tarnow.in

Ze Starej Szafy. Niech żyje piękna pani konsulowa! Bielawski opowiada, Szych spisuje

Z okazji którejś tam rocznicy tak zwanej Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej konsul ZSRR w Krakowie dokonał pospiesznego odsłonięcia popiersia Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego przed bramą główną Zakładów Azotowych w Tarnowie. Ot tak, bez specjalnego namaszczenia: wysiadł z samochodu, zgasił butem rzuconego na chodnik papierosa, odsłonił i pospieszył z lokalnymi notablami na akademię ku czci.

Po akademii, której nie warto tu rzecz jasna poświęcać uwagi, odbyło się uroczyste przyjęcie w salach restauracyjnych pałacyku Mościckiego (oczywiście, tak się wtedy nie nazywał) w Mościcach (zwanych wówczas Świerczowem). Wśród, przepraszam za wyrażenie – „dostojnych gości” – zwracał uwagę, nie tylko przecież moją, jakiś niezbyt schludnie odziany osobnik z gitarą w ręku. Zupełnie nie pasował do towarzystwa. Nie wiadomo było, skąd się tu wziął i na czyje zaproszenie. Ale usiadł przy tarnowskich dziennikarzach z Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej, więc „robił” za dziennikarza.

Po oficjalnych mowach towarzyszy z Komitetu Wojewódzkiego PZPR i konsula przystąpiono do ucztowania. Zaczęto od toastów. Za drużby, przyjaźń i takie tam. Zupełnie niespodzianie, ku najwyższemu zdumieniu wszystkich zgromadzonych przy długim stole odezwał się też osobnik z gitarą.

– Niech żyje konsul i piękna pani konsulowa!- wykrzyknął.

Powiało chłodem, ale nikt oficjalnie nie zaprotestował, bo przecież toast był jak najbardziej prawomyślny. Tyle tylko, że… pani konsulowa, jakby to powiedzieć… do urodziwych nie należała. Ba, sama nawet była treścią toastu jakby skonfundowana. Jej mąż ponurym wzrokiem gapił się na osobnika z gitarą jakby wyczuwał kpinę z małżonki.

A gitarzysta swój toast, tym razem już tylko za zdrowie „pięknej pani konsulowej” powtórzył jeszcze kilkakrotnie. Odniosłem wrażenie, że jest najwyraźniej jakimś prowokatorem, diabli wiedzą przez kogo i w imię czego nasłanym na tę podniosłą uroczystość.

Gdyby groteskowy ten incydent miał miejsce wiele lat później, pewnie by go natychmiast wyprowadzono z sali. Ale władza wojewódzka dopiero co krzepła, oprócz miejscowych, do niedawna powiatowych tarnowskich notabli, zasiadali w niej także przybysze z Dębicy, Bochni, Brzeska i całe to towarzystw dopiero się ucierało. Nie wiedzieli zatem, jak reagować na te niechciane toasty i kto ma to zrobić.

Nieoczekiwanie po kolejnym „zdrowie pięknej pan konsulowej” w sukurs przyszedł przewodniczący WRZZ (Wojewódzka Rada Związków Zawodowych), Tadeusz G. Wstał dostojnie, na tyle na ile go nauczono dostojeństwa i zaintonował po rosyjsku:

-szyroka strana maja radna ja (…)

Ja drugoj takoj strany nie znaju

Gdje tak wolna dyszyt czeławiek

(w wolnym tłumaczeniu: „wielka jest moja ojczyzna, ja nie znam drugiego takiego kraju, gdzie wolnością tak oddycha człowiek).

Sala z wyraźną ulgą podjęła pieśń, która w tym towarzystwie doskonale była znana wszystkim w oryginale.

A osobnik z gitarą nagle jakby zapadł się pod ziemię. Kto i w jaki sposób o to zadbał – do dziś nie wiadomo. Niewykluczone, że został nawet pobity przez jakichś Nieznanych Sprawców, co w tamtych latach zdarzało się raz na jakiś czas…

Uczta trwała nadal. W pewnym momencie zgasły światła i zapadł mrok. Kelnerzy wchodzili z płonącymi kabanosami – w tamtych latach kabanos to był nie lada rarytas, a takie płonące na półmiskach to był wielki restauracyjny sznyt kategorii „S”, najwyższej w specjalnej marki lokalach.

Po przygodach z gitarzystą pierwsza ochłonęła ówczesna towarzyszka sekretarz do spraw propagandy.

– Natychmiast zapalić światła! – rzuciła przez zaciśnięte zęby do kelnera.

– Ależ… – usiłował protestować, trzymając wysoko płonący półmisek.

– Nie dyskutować. Zapalić!

Najwyraźniej obawiała się, że ten mrok to przygrywka do kolejnej prowokacji.

Zapalono światła, w blasku których zgasł cały kunszt płonących kabanosów.

Reklamy i banery na portalu Tarnów.in - tel. 883 – 787 – 652, kontakt@tarnow.in

Baner

Baner

1 komentarz

1 komentarz

  1. Tadeusz

    22 lipca 2017 at 21:46

    Szanowna Redakcjo. Jestem Waszym stałym czytelnikiem i chcę podziękować Panu Stefanowi, Panu Zygmuntowi i innym którzy tak sympatycznie opisują te komiczne, polityczne sytuacje zaistniałe w epoce komuny. Ale mam też inną propozycję, mianowicie poruszenie tak haniebnej i odrażającej kwestii jaką jest pedofilia bądź homoseksualizm wśród przedstawicieli kościoła katolickiego. I nie chodzi tutaj o jakieś tanie sensacyjki czy historyjki „wyssane z palca” ale o sprawy które znalazły swój finał na salach sądowych i a winni zostali skazani prawomocnymi wyrokami. Takie książki jak m.innymi: Nigel Cawthorne „ Życie Seksualne Papieży” czy Robert Haasler „Życie Seksualne Księży” opisują dziesiątki a nawet setki takich przestępstw. Ponadto widać przestało już to być tajemnicą, przestało być to już tabu którego nie wolno było „dotykać” skoro oficjalnie zajął się tym Watykan gdzie ostatnio „poleciała głowa” bardzo wysoko postawionego przedstawiciela watykańskiej administracji. Szanowna Redakcjo. Zastanów się nad tym tematem a myślę że przysporzy Wam on dodatkową ilość czytelników.
    Łączę wyrazy szacunku.

Zabierz głos w dyskusji

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Baner
Wróć do góry