Połącz się z nami

Bez kategorii

…no i po niedźwiedziu!

Opublikowano

dokładnie

Fot. ilustracyjne Pixabay

Najlepsze

Myśliwy Stanisław Jarosz wracał właśnie z kolegą z polowania na dziki. Dojechali terenowym samochodem do leśnego duktu, na granicy między Zdżarami a Jodłówką, kilkanaście kilometrów od Tarnowa. Tu, na samym środku ścieżki stał… niedźwiedź!

– Jestem na sto procent pewien, że to był niedźwiedź a nie jakiś inny zwierz. Zapadał już co prawda lutowy zmrok, ale zwierza widziałem wyraźnie. Stał na tylnych łapach i gapiło się na nas. Patrzyliśmy na niego przez lornetkę. Po krótkiej chwili odszedł w las i zniknął.

Ale chyba nie na zawsze, bo po jakimś czasie – podobno – miał się pojawić w Pilźnie, niewielkim miasteczku między Dębica a Tarnowem, skąd Jarosz pochodzi.

Informacja o niedźwiedziu, którego widziało dwóch myśliwych wywołała sensację w okolicy. Nie było powodów, żeby nie wierzyć w opowieść Jarosza. Ten właściciel dużego zakładu przetwórstwa mięsnego, sklepów, sieci barów, hoteli i restauracji „Taurus” cieszy się szacunkiem nie tylko w tej okolicy. Kiedy z Niemiec wracają na Ukrainę autokary z tamtejszymi turystami i- częściej- gastarbeiterami, zatrzymują się przy zakładzie Jarosza. Pada wtedy jedno pytanie: ”sało jest? – macie słoninę?”. I dosłownie ogałacają przedsiębiorstwo z tego cenionego na Ukrainie przysmaku.

– Ale Jarosz lubi lubi też przesadzać- twierdzi jeden z mieszkańców Pilzna, gdzie przedsiębiorca był kiedyś taksówkarzem- przed wejściem do Doliny Pstrąga w Machowej, gdzie ma hotel i restaurację, umieścił głaz narzutowy z napisem, że to meteoryt, jaki sto lat temu spadł w tej okolicy. Chwyt dobry, bo goście fotografują się przy tym rzekomym znalezisku. Ale z gruntu fałszywy.

Pogłoska o niedźwiedziu o tak niecodziennej porze- w lutym misie śpią jeszcze w najlepsze- i w tak niecodziennym miejscu, gdzie niedźwiedzie nie występują przecież, szybko rozeszła się po całym regionie. Rozpisywała się o obserwacji Jarosza miejscowa prasa. Tropem niedźwiedzia ruszyli leśnicy i myśliwi. Bez trudu dotarli w miejsce, gdzie miś miał być widziany. Ale nie znaleźli żadnego tropu. Pustka, choć ważący nawet do 500 kilogramów olbrzym musiałby zostawić ślady swej bytności.

Potwierdzonej przez przedsiębiorcę i myśliwego obecności misa usiłował bronić Bogusław Usień, leśniczy z leśnictwa LP w Wałkach koło Tarnowa.

– Pojawienie się niedźwiedzia przypadło na czas, gdy śnieg już w dużym stopniu stopniał, dlatego tropy się nie utrwaliły – mówił dla lokalnej prasy.

Dziennikarze wzięli w obroty naukowców, gdy sprawa niecodziennego pojawienia się niedźwiedzia zatoczyła szerokie kręgi. Twierdzili oni że wybudzony zimą niedźwiedź nie odbywa aż tak dalekich wędrówek, tym bardziej, że w tym czasie jest osłabiony. Zwykle kręci się w pobliżu swojej gawry, by za niedługo do niej powrócić i znowu popaść w stan odrętwienia. Takiego zdania jest dr Michał Wojciechowski z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska UMK .

– Wybudzenie jest procesem bardzo kosztownym energetycznie – zwierzę zużywa na nie 75 proc. energii przeznaczonej na całą hibernację. Bieszczadzkie rejony, w których bytują niedźwiedzie brunatne, od okolic Tarnowa dzieli odległość około 150 kilometrów. Trudno sobie wyobrazić, by miś przewędrował taką odległość,będąc niemal skrajnie wyczerpanym…

Wypowiedział się do gazet na ten temat także prof. dr. hab. Henryk Okarma, znany w kraju biolog, dyrektor Instytutu Ochrony Przyrody PAN.

– Wszystko jest możliwe, jeżeli  są na to dowody.  Z tego co wiem, nie ma żadnego zdjęcia, tropu, niczego. Niedźwiedź ma swoją masę, nie wierzę, że jeżeli był obserwowany w określonym miejscu, gdzieś przy drodze, nie pozostawił choćby tam na błocie tropów. Tak więc, dopóki dowodu nie ma – można to tylko traktować jako medialne sensacje”.

Ale w gronie „zwolenników” lutowego niedźwiedzia pod Tarnowem znaleźli się dziennikarze lokalnej gazety „Ziemia Dębicka”. Opublikowali na łamach swego pisma zdjęcie misia. Rzekomo tego, jakiego miał widzieć myśliwy Jarosz. Tyle tylko, że niedźwiedź stoi tam pośród gęstego śniegu, podczas gdy miał być widziany kiedy śnieg dawno już stopniał.

Ten tekst i anonimowa informacja o tym, że widziano zwierzę także na obrzeżach Pilzna tylko podgrzały emocje. Urząd Miasta i komisariat policji w Pilźnie wydały groźnie brzmiące ostrzeżenie.

„Uwaga, ważne! Komisariat policji w Pilźnie otrzymał zgłoszenie dotyczące niedźwiedzia i przekazał prośbę do Urzędu Miejskiego w Pilźnie o rozpowszechnienie informacji i ostrzeżenie mieszkańców. Zwierzę było widziane w zaroślach w pobliżu ulicy Grottgera i Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Prosimy o zachowanie ostrożności i przekazanie informacji do sąsiadów oraz bliskich. Apelujemy o postępowanie zgodnie z załączoną procedurą postępowania w przypadku sytuacji konfliktowych powodowanych przez dzikie zwierzęta chronione. Należy zgłaszać każdy przypadek pojawienia się takiej zwierzyny!”.

Do komunikatu dołączono plik o nazwie: „Procedura postępowania w przypadku zagrożenia ze strony dzikiej zwierzyny chronionej”. Informowano w nim, do kogo i w jakiej kolejności należy zgłaszać wiadomość o pojawieniu się niedźwiedzia.

Na miasteczko padł blady strach., ludzie bali się wychodzić z domostw, zwłaszcza tych położonych w pobliżu miejsc wymienionych w komunikacie.

Ale po miesiącu wrzawa ucichła.

– Nie mieliśmy i nie mamy żadnych nowych sygnałów, by ktokolwiek w naszym miasteczku czy najbliższej okolicy widział tego misia- mówi sekretarz Urzędu Miasta w Pilźnie Czesław Kubek- więc żadnych nowych komunikatów tej sprawie nie było. Nie wiemy nawet, kto informował policję o takim zdarzeniu. Pojawiły się za to plotki, że pewnie ktoś musiał się za niedźwiedzia przebrać. Tak, dla hecy… Niektórzy śmiali się nawet z Jarosza, że on to wszystko sobie wymyślił.

Ale był czas, kiedy prawdziwy niedźwiedź pojawił się w tych stronach. Buszował latem 1985 roku po lasach w Żdżarach, w okolicach miejsca gdzie mieściła się jedyna w Polsce południowej wojskowa baza radziecka.

Miś, prawdopodobnie wędrowiec z Bieszczad tropiony był wtedy przez prof. Zbigniewa Jakubca z wrocławskiej PAN. Był uciążliwy dla posiadaczy pasiek, które rozbijał łapami i wyjadał miód. Plan zakładał, że zostanie uśpiony specjalnym pociskiem,z apakowany do klatki i odwieziony helikopterem z powrotem w Bieszczady. Prof. Jakubiec stwierdził na podstawie badań tropów i odchodów, że był to młody, 5-letni samiec, który w okresie rui przeganiany był z z rewiru do rewiru przez starsze, silniejsze osobniki, aż przewędrował ponad 150 kilometrów i tu znalazł ostoję. Widziano go po raz pierwszyw czerwcu, a we wrześniu słuch o nim zaginał.

W Żdżarach mówiono wtedy, że „upolowali” go radzieccy żołnierze, którzy z kałachów strzelali tu do dzików i saren. Taką wersję potwierdził lejtnant Alik Mahmudow, który nie wyjechał w 1993 z wojskiem, zdezerterował i osiadł na stałe w Dębicy.

Niewykluczone, że opowieść o niedźwiedziu- widmie z lutego 2019 roku to jakiś rodzaj wyimaginowanej reminiscencji i tęsknoty za tamtym, prawdziwym misiem…

Zygmunt Szych

Kontynuuj czytanie
1 Komentarz

1 Komentarz

  1. StS

    25 marca 2019 w 17:00

    To nie był niedźwiedź, a na pewno Yeti. Tego ostatniego nikt nigdy nie widział, ale wszyscy są przekonanie, że istnieje.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Facebook

Copyright © 2019 Tarnów.in. Wydawca: Tarnów.in sp. z o.o. Redakcja: ul. Tuchowska 8, 33-100 Tarnów; tel.: 792-712-358; e-mail: kontakt@tarnow.in; www.tarnow.in. W sprawie reklamy: tel. 883 – 787 – 652; 883 – 787 -656; 608 – 485 -020; e-mail: kontakt@tarnow.in.